czwartek, 8 grudnia 2011

gurianowa matrioszka...:)



na listopadowym spotkaniu naszego KGMiP 
Mała Mi rzuciła wyzwanie właśnie z matrioszką...
ja oczywiście wolę podczas naszych spotkań poplotkować, więc wykonałam ją już w domu...

po ostatnim moim ATC Zetti, wiedziałam, że też będzie w takim klimacie...
miała zawierać nasze zdjęcie i elementy, które nas określają...
musiało więc być u mnie żelastwo, koronki, własnoręczne tło i stemple...
tutaj oprócz holtzowych, cudny skrzydlaty stempel z zestawu ze scrappo.pl
odbity na grubszej folii







miłego dnia:))


wtorek, 6 grudnia 2011

pragnienie życia...


to mój kolaż w konwencji czarno-białej
w odpowiedzi na cięcie listopadowych Trendów 
na CollageCaffe...

niestety zdjęcia kiepściuchne...
chyba czas przeprosić skaner...







buziaki:))


niedziela, 4 grudnia 2011

pomikołajkowo...:)


wczoraj odbyło się w gościnnych progach Zuzy
nasze mikołajkowe spotkanko...
z prezentową wymianą...

oto one w całej okazalości: 


 na rozgrzewkę Ami rozdała wszystkim po malym co nieco, 
zasponsorowanym przez sklep Stonogi



 a była to  herbatka i pierniczki:
(mój nie dotarł do domu niestety w całości)

gwóżdź wieczoru, to oczywiście wymiana mikołajkowa:







potem grzaniec, tiramisu, pyszne włoskie kanapki 
no i ploty: 






moim Mikołajem w tym roku była Bogusia,
która zrobiła dla mnie przepiękną płócienną okładkę do kalendarza:





oraz kartkę:


jeszcze raz dziękuję Kochana!!:)*


dostałam jeszcze kilka innych drobiazgów...

od Sabrinki, w apetycznej kopercie 


laserowe wydruki do transferów:



notes i słodką karteczkę z kieszonką z czekoladą :



cudny wisior: 


i jeszcze coś, co jest pełne drobiazgów...
ten cudny kalendarz adwentowy zrobiła dla mnie Michelle...
codziennie wyciągam z niego jakąś niespodziankę... 




dziewczyny, jeszcze raz wielkie buziole:)) 

a pozostałym baaardzo dziękuję 
za ten przemiły przedświąteczny czas :))





czwartek, 1 grudnia 2011

czcionka drukarska...


buszując w sieci natknęłam się na stare drewniane czcionki drukarskie....
i zapałałam do nich miłością wielką...
niestety u nas nie znalazłam, a za granicą ceny raczej zniechęcają,
ale będę polować na okazje...

na razie postanowiłam zadowolić się imitacjami....
Piotr dociął drewienka, które pomalowałam...
litery pochodzące z czterech różnych alfabetów zabarwiłam tuszami distress:





spodobał mi się ten vintage'owy wygląd liter, więc wylądowały jeszcze naklejone na tekturki,
na zalterowanej okładce od starej książki,
dając początek nowemu journalowi:






uwielbiam ostatnio te odkryte grzbiety książek:



z ogromna radością czytałam Wasze komentarze pod ostatnim postem...
bardzo dziękuję za wszystkie przemiłe słowa:))