niedziela, 23 sierpnia 2015

zarażona encaustycznie...:)


w zeszły weekend Kasia dała się namówić 
i podzielić swoim warsztatem w technice encaustycznej...
cały weekend wosk się grzał i lał, 
a my z wypiekami, czasem z nieprzytomnym już wzrokiem słuchałyśmy i eksperymentowałyśmy:)


mój najpierwszy eksperyment 20x20cm:
























jako, że warsztaty odbyły się w okolicznościach przyrody dalej powstał dyptyk 
w małym formacie 15x15 z zatopionymi owadami
 (oczywiście znalezionymi już martwymi) :


































finałową pracę zanim pokażę muszę jeszcze dopieścić...
bo zarażona, oczywiście już zamówiłam narzędzia i materiały...

to była cudna przygoda...jeszcze raz dziękuję Kasiu:)*

buziaki:)*


poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Guriana na Art in Town:)


zapraszam na warsztaty podczas 
21.11.2015 w Warszawie :




Mixed-mediowe, płócienno-koronkowe warsztaty podczas, których otulimy dowolne zdjęcie warstwami płótna, serwetek, koronkami i resztkami tkanin...
będziemy kroić, drzeć, szarpać, upinać, kleić, przyszywać i wycinać

Krok po kroku stworzymy romantyczną kompozycję wykorzystując rozmaite dodatki...
całość okrasimy słowem wybijając napisy w metalu, pisząc lub stemplując...

Mam nadzieję, że podczas tych trzech, twórczych godzin pokochacie płótno i koronki równie mocno, jak ja, 
zobaczycie jakie możliwości drzemią w niekoniecznie scrapowych dodatkach, będziecie się świetnie bawić 
i tylko wyobraźnia Was ograniczy:)

więcej zdjęć przykładowych prac znajdziecie TUTAJ i TU


zapewniam wszystkie materiały poza zdjęciem...
tutaj trudno byłoby mi utrafić w indywidualne gusta, 
więc tę kwestie pozostawiam Wam:)
gotową pracę oczywiście zabieracie ze sobą, 
jak i wszystkie niewykorzystane materiały przygotowane dla Was w zestawie...

warsztaty odbędą się :
w Warszawie, ul. Postępu 17A
w godz:
12:45 - 15:45

cena:
120zł od osoby

zapisy:
guriana@icloud.com


do zobaczenia na Art in Town:)



poniedziałek, 18 maja 2015

zawieszka…za 0 zł..:)



pisząc posta o tych wszystkich rzeczach, które napotkałam biegając po opuszczonych 
nagle natchnęło mnie…przerwałam…przymierzyłam...pasowało…
wzięłam narzędzia…głównie młotek i gwoździe…
 i tak na poczekaniu powstała zawieszka...
z rzeczy znalezionych, bądź mi podarowanych:)






































                              


                                      a najfajniejsze jest to, że koszt tego wszystkiego to 0 zł:)


                                                                               buziaki:)*


piątek, 8 maja 2015

no to nareszcie sypialniano...



zaczęło się niewinnie od pomysłu wymiany materaca…wiadomo... o kręgosłup trzeba dbać:)
potem łóżka…i jakoś poszło lawinowo…
bo zamarzyło mi się łóżko kontynentalne i wezgłowie ze starych desek…
z rozbieranych stodół…takich z duszą i charakterem:)

niby wszystko teraz jest, ale jak przychodzi co do czego to okazuje się,
że podstawy materaca o takiej szerokości jakbym chciała nie można kupić w całości,
tylko dzielone…mowy nie ma, pomyślałam…w końcu znalazłam w całości:)
z obiciami nie było lepiej…chciałam dać swój len, ale nie przyjmują tkanin od klienta…
materiały w cenniku owszem są, ale nie ma wzorników na sklepie
w innej grupie cenowej niż najdroższe…
nawet jak pojechałam po pościel do Ikei, to się okazało,
że właśnie skończyły się upatrzone, szare prześcieradła:(

dostawca desek zwodził przez jakiś czas, dopiero kolejny dał radę z zamówieniem, ale i tak bez wymiany kilku się nie obyło, bo kupuje się kota w worku…
montowanie ich na ścianie oględnie mówiąc też do najłatwiejszych zadań nie należało...

cały czas pod górkę…
dlatego nie zdążyliśmy przed Bożym Narodzeniem, a dopiero po Wielkanocy:)
no ale udało się i mam co chciałam:)









                               wezgłowie w końcu się rozlazło na całą szerokość wnęki ściennej:)
                        nie chciałam, żeby w minimalnym nawet stopniu przypominało boazerię, 
                          dlatego deski są ułożone w poziomie i nie dochodzą do krawędzi ściany:)





zafiksowałam się ostatnio na dwa kolory: róż i szarość…
w sypialni postawiłam na ten drugi… i asymetryczność…

walizki przytargane oczywiście ze Starej Rzeźni na moją szafkę nocną,
 miałam już od jakiegoś czasu, podobnie jak stojąca na nich lampę…









gorzej było z  męską częścią…nic się chłopu nie podobało...
w końcu stanęło na drewnianej, zamiast metalowej szafce
i reflektorze a'la jak z motoru, zamiast lampy nożycowej…
ale kupić taką w rozsądnej cenie i to nie błyszczącą, to też była sztuka:)









druciany półko-kosz już znacie:)




jak wszystko stare, to wszystko…nawet pstryczek do zapalania światła :)


 jeszcze perspektywa okienna...















i ostatnie migawki:)









desek trochę zostało...będzie z nich mniejsze, inne wezgłowie na działce:)
  mój ciąg aranżacyjny trwa...mały remoncik na działce już rozpoczęty:)



a tak wyglądało przed…








 komplet wystawiłam na sprzedaż…
szkoda mi było go wyrzucić, zwłaszcza, że kiedyś go własnoręcznie odnowiłam i przemalowałam…
na szczęście trafił w dobre ręce do przesympatycznej pani z agroturystyki w mojej okolicy…
może kiedyś tam na niego traficie:)?

buziaki:)*