poniedziałek, 18 maja 2015

zawieszka…za 0 zł..:)



pisząc posta o tych wszystkich rzeczach, które napotkałam biegając po opuszczonych 
nagle natchnęło mnie…przerwałam…przymierzyłam...pasowało…
wzięłam narzędzia…głównie młotek i gwoździe…
 i tak na poczekaniu powstała zawieszka...
z rzeczy znalezionych, bądź mi podarowanych:)






































                              


                                      a najfajniejsze jest to, że koszt tego wszystkiego to 0 zł:)


                                                                               buziaki:)*


piątek, 8 maja 2015

no to nareszcie sypialniano...



zaczęło się niewinnie od pomysłu wymiany materaca…wiadomo... o kręgosłup trzeba dbać:)
potem łóżka…i jakoś poszło lawinowo…
bo zamarzyło mi się łóżko kontynentalne i wezgłowie ze starych desek…
z rozbieranych stodół…takich z duszą i charakterem:)

niby wszystko teraz jest, ale jak przychodzi co do czego to okazuje się,
że podstawy materaca o takiej szerokości jakbym chciała nie można kupić w całości,
tylko dzielone…mowy nie ma, pomyślałam…w końcu znalazłam w całości:)
z obiciami nie było lepiej…chciałam dać swój len, ale nie przyjmują tkanin od klienta…
materiały w cenniku owszem są, ale nie ma wzorników na sklepie
w innej grupie cenowej niż najdroższe…
nawet jak pojechałam po pościel do Ikei, to się okazało,
że właśnie skończyły się upatrzone, szare prześcieradła:(

dostawca desek zwodził przez jakiś czas, dopiero kolejny dał radę z zamówieniem, ale i tak bez wymiany kilku się nie obyło, bo kupuje się kota w worku…
montowanie ich na ścianie oględnie mówiąc też do najłatwiejszych zadań nie należało...

cały czas pod górkę…
dlatego nie zdążyliśmy przed Bożym Narodzeniem, a dopiero po Wielkanocy:)
no ale udało się i mam co chciałam:)









                               wezgłowie w końcu się rozlazło na całą szerokość wnęki ściennej:)
                        nie chciałam, żeby w minimalnym nawet stopniu przypominało boazerię, 
                          dlatego deski są ułożone w poziomie i nie dochodzą do krawędzi ściany:)





zafiksowałam się ostatnio na dwa kolory: róż i szarość…
w sypialni postawiłam na ten drugi… i asymetryczność…

walizki przytargane oczywiście ze Starej Rzeźni na moją szafkę nocną,
 miałam już od jakiegoś czasu, podobnie jak stojąca na nich lampę…









gorzej było z  męską częścią…nic się chłopu nie podobało...
w końcu stanęło na drewnianej, zamiast metalowej szafce
i reflektorze a'la jak z motoru, zamiast lampy nożycowej…
ale kupić taką w rozsądnej cenie i to nie błyszczącą, to też była sztuka:)









druciany półko-kosz już znacie:)




jak wszystko stare, to wszystko…nawet pstryczek do zapalania światła :)


 jeszcze perspektywa okienna...















i ostatnie migawki:)









desek trochę zostało...będzie z nich mniejsze, inne wezgłowie na działce:)
  mój ciąg aranżacyjny trwa...mały remoncik na działce już rozpoczęty:)



a tak wyglądało przed…








 komplet wystawiłam na sprzedaż…
szkoda mi było go wyrzucić, zwłaszcza, że kiedyś go własnoręcznie odnowiłam i przemalowałam…
na szczęście trafił w dobre ręce do przesympatycznej pani z agroturystyki w mojej okolicy…
może kiedyś tam na niego traficie:)?

buziaki:)*



piątek, 1 maja 2015

ślinka leciała...



wiem, że miało być sypialniano…
ale chciałam szybko podzielić się czymś z Wami:)
tym razem nie zdobyczami, ale rzeczami niezwykłymi,
 jakie można napotkać buszując po miejscach opuszczonych…
zwłaszcza pofabrycznych…i proszę nie pytajcie gdzie to jest, bo na prawdę nie mogę zdradzić:)

moje serce skradły trzy rzeczy…



                                                            nieziemskie stoły kreślarskie
                                            ramiona w dalszym ciągu chodziły jak po maśle:)





szafeczka na karty obecności
żeby zrobić zdjęcie musiałam ja wytargać spod drzwi, które ją przywaliły...
serce mi pękało, że musiałam ją zostawić:(




i cudna metalowa szafa pełna papierzysk




wzięłabym tak, jak stała...z całą zawartością…nic bym nie zmieniła:)





może jeszcze inne...











papierzyska…dokumenty...










Continental po przejściach…
już bym go w ogrodzie zaaranżowała:)




jak również ten wózek



i drabkę metalową:)





skrzynki, skrzyneczki do wyboru….










może komuś…tralki?:)



i morze fiolek…menzurek...karafek…próbówek...










no dobra, przyznam się, że wzięłam kilka drobiazgów…
co się zmieściły w kieszeni i torebce…








i dwie małe próbówki…

wszystko z czasem zobaczycie w moich pracach…
a probówki już znalazły swoje miejsce…:)



buziaki:)*


poniedziałek, 27 kwietnia 2015

grabo-zgrzebło…?



nie wiem do czego służyło, ale idealnie nadawało się do alteracji:)
jak zwykle przeleżało swoje, ale od początku wiedziałam, że będzie z tym starym zdjęciem…
tylko pomysł nie chciał wykiełkować…
ale kiedy przyszedł czas i konieczność wypełnienia miejsca 
na półce w postaci przyrdzewiałego kosza, pomysł się narodził:)

















ustawiałam i przestawiałam…ostatecznie wygląda tak:





a wszystko w nowej sypialni…o której więcej następnym razem:)