Pokazywanie postów oznaczonych etykietą domowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą domowo. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 grudnia 2016

nowe miejsce...


w pracowni sobie wyczarowałam...najbardziej lotfowy kąt jaki mam...do pracy z metalem:)





blat ze starej, złachanej, grubaśnej dechy...lampa oryginalna z epoki, przykręcana, na przegubach:





nogi od starej, przemysłowej maszyny i regulowany, metalowy taboret na kółkach:





w roli "zagłówka" równie złachane drzwi od jakiejś szafki:















ostatnio często tu przesiaduję...dopadła mnie faza literowa...następnym razem zdradzę więcej...:)

buziaki:)*



niedziela, 20 marca 2016

niebieskie...



jaja mi się zamarzyły...gdybym wiedziała ile z tym zachodu nie wiem czy bym się zdecydowała...
zeszło mi całe sobotnie popołudnie i wieczór...
cyzelowanie z gotowaniem jajek, żeby żadne nie pękło...oczywiście się nie udało, więc dogotowywałam drugi raz...najmniejsze pęknięcie zielenieje...a wierzcie mi, nie jest wcale to ładna zieleń...co chwila przewracanie w garnku, żeby równo się barwiło...niestety na początku przewracałam metalowa łyżką i na części powstały rysy...w końcu wzięłam drewnianą...barwnik mokry jest bardzo wrażliwy na dotyk, dopiero po wyschnięciu można ze spokojem jajka chwytać...myślałam, ze ciemniejsze będą ładniejsze, więc połowę barwiłam długo...faktycznie przy schnięciu ciemnieją jeszcze bardziej...finalnie mnie podobają się te najjaśniejsze, barwione najkrócej...trzy nawet zmyłam i barwiłam od nowa, dzięki czemu mam całą paletę odcieni, bo zabarwiły się jeszcze inaczej...a wszystko barwione wywarem z czerwonej kapusty...zostawiłam go, może jeszcze dobarwię i wymienię te porysowane, choć i takie mają urok:)

























i jeszcze kompozycja w prawdziwym ptasim gniazdku:








gdyby ktoś był zainteresowany, instrukcja TUTAJ 

miłego wieczoru:)



piątek, 8 maja 2015

no to nareszcie sypialniano...



zaczęło się niewinnie od pomysłu wymiany materaca…wiadomo... o kręgosłup trzeba dbać:)
potem łóżka…i jakoś poszło lawinowo…
bo zamarzyło mi się łóżko kontynentalne i wezgłowie ze starych desek…
z rozbieranych stodół…takich z duszą i charakterem:)

niby wszystko teraz jest, ale jak przychodzi co do czego to okazuje się,
że podstawy materaca o takiej szerokości jakbym chciała nie można kupić w całości,
tylko dzielone…mowy nie ma, pomyślałam…w końcu znalazłam w całości:)
z obiciami nie było lepiej…chciałam dać swój len, ale nie przyjmują tkanin od klienta…
materiały w cenniku owszem są, ale nie ma wzorników na sklepie
w innej grupie cenowej niż najdroższe…
nawet jak pojechałam po pościel do Ikei, to się okazało,
że właśnie skończyły się upatrzone, szare prześcieradła:(

dostawca desek zwodził przez jakiś czas, dopiero kolejny dał radę z zamówieniem, ale i tak bez wymiany kilku się nie obyło, bo kupuje się kota w worku…
montowanie ich na ścianie oględnie mówiąc też do najłatwiejszych zadań nie należało...

cały czas pod górkę…
dlatego nie zdążyliśmy przed Bożym Narodzeniem, a dopiero po Wielkanocy:)
no ale udało się i mam co chciałam:)









                               wezgłowie w końcu się rozlazło na całą szerokość wnęki ściennej:)
                        nie chciałam, żeby w minimalnym nawet stopniu przypominało boazerię, 
                          dlatego deski są ułożone w poziomie i nie dochodzą do krawędzi ściany:)





zafiksowałam się ostatnio na dwa kolory: róż i szarość…
w sypialni postawiłam na ten drugi… i asymetryczność…

walizki przytargane oczywiście ze Starej Rzeźni na moją szafkę nocną,
 miałam już od jakiegoś czasu, podobnie jak stojąca na nich lampę…









gorzej było z  męską częścią…nic się chłopu nie podobało...
w końcu stanęło na drewnianej, zamiast metalowej szafce
i reflektorze a'la jak z motoru, zamiast lampy nożycowej…
ale kupić taką w rozsądnej cenie i to nie błyszczącą, to też była sztuka:)









druciany półko-kosz już znacie:)




jak wszystko stare, to wszystko…nawet pstryczek do zapalania światła :)


 jeszcze perspektywa okienna...















i ostatnie migawki:)









desek trochę zostało...będzie z nich mniejsze, inne wezgłowie na działce:)
  mój ciąg aranżacyjny trwa...mały remoncik na działce już rozpoczęty:)



a tak wyglądało przed…








 komplet wystawiłam na sprzedaż…
szkoda mi było go wyrzucić, zwłaszcza, że kiedyś go własnoręcznie odnowiłam i przemalowałam…
na szczęście trafił w dobre ręce do przesympatycznej pani z agroturystyki w mojej okolicy…
może kiedyś tam na niego traficie:)?

buziaki:)*



poniedziałek, 27 kwietnia 2015

grabo-zgrzebło…?



nie wiem do czego służyło, ale idealnie nadawało się do alteracji:)
jak zwykle przeleżało swoje, ale od początku wiedziałam, że będzie z tym starym zdjęciem…
tylko pomysł nie chciał wykiełkować…
ale kiedy przyszedł czas i konieczność wypełnienia miejsca 
na półce w postaci przyrdzewiałego kosza, pomysł się narodził:)

















ustawiałam i przestawiałam…ostatecznie wygląda tak:





a wszystko w nowej sypialni…o której więcej następnym razem:)


poniedziałek, 20 kwietnia 2015

galeria zdjęć



przed świętami Bożego Narodzenia zaczęłam tworzyć w salonie galerie zdjęć…
minęła Wielkanoc….i dopiero udało się skończyć…
wbrew pozorom nie tak łatwo było ją stworzyć…czytaj: dopasować:)





powyciągałam z różnych kątów wszystkie ramki stare i nowe, które czekały na swój czas…większość z nich przemalowałam...
kilka dni na wielkim stole układałam kompozycję i dopasowywałam zdjęcia…

samo wieszanie nie było już pracochłonne…
znalazłam w internecie poradę jak to sobie ułatwić…
po prostu należy zrobić gazetową formę każdej ramki i zamocować na ścianie za pomocą
 na przykład masy mocującej, która można wielokrotnie przyklejać i odklejać bez obawy o ślady:)


żeby nie było nudno, kilka "zkolażowałam"…użyłam cudzysłowu, bo to zbyt mocno powiedziane…po prostu chciałam, żeby były oprawione inaczej...
dodałam też dwie swoje prace i trochę żelastwa:)





































galerię wieńczy cudna decha ze starego drewna…



ale opowieść o starym drewnie to już inna, sypialniana historia…następnym razem…:)


buziaki:)



piątek, 26 grudnia 2014

świątecznie…prawie poświątecznie:)


mam nadzieję, że ten Świąteczny czas 
upływa Wam w rodzinnej, pachnącej choinką i piernikiem atmosferze:)

w tym roku przed świątecznie, jak nigdy miałam trochę czasu i chęci na zrobienie kilku dekoracji…
ale dopiero dzisiaj na zrobienie ich zdjęć:)


pierwsza to prezent dla dzieci…kolaż z ich zdjęciem na książce pod szklanym kloszem:







udało mi się kupić w tym roku na giełdzie staroci drewniane narty:




gdzieś tam upolowałam sanki, 
a z grudniowego Festiwalu Przedmiotów Artystycznych 
wróciłam z uroczą króliczką i cudną Tildą:





w internecie znalazłam inspiracje na filcowe choinki…jedna większa:







druga mniejsza:





i kolejna z kółek wycinanych ze starej książki:






i w dosłownie ostatniej chwili pokusiłam się na cotton balls…
i nie żałuję…bo są cuuudne...zwłaszcza wieczorem zapalone:)






i na koniec jeden ze świeczników adwentowych…ten w krawieckiej szufladzie…
w tle fragment nieukończonej galerii moich zdjęć:)



zapomniałam jeszcze o kolejnym i o wiankach, ale i tak pewnie Was tą ilością zdjęć zanudziłam...

miłego świątecznego wieczoru:))