w pracowni sobie wyczarowałam...najbardziej lotfowy kąt jaki mam...do pracy z metalem:)
blat ze starej, złachanej, grubaśnej dechy...lampa oryginalna z epoki, przykręcana, na przegubach:
nogi od starej, przemysłowej maszyny i regulowany, metalowy taboret na kółkach:
w roli "zagłówka" równie złachane drzwi od jakiejś szafki:
ostatnio często tu przesiaduję...dopadła mnie faza literowa...następnym razem zdradzę więcej...:)
buziaki:)*



















