czwartek, 14 marca 2013

po prostu kawa stała się muzą...



kolejny tag w ramach wymiany na Collage Caffe...
tym razem  kawowy...

jako, że nie jestem kawoszem, nie miałam jakoś na niego pomysłu...
jak pomysł się narodził, to nie miałam składnika w odpowiedniej postaci...
z pomocą przyszły małe fiolki,
 które, trochę zapomniane wyciągnęłam do całkiem innego projektu
i  kawiarniana ulotka:)



















całość pokryta perłową farbką akrylową, bo ostatnio lubię jak się błyszczy i chlapnięta kawą...
skrzydełka pomediowane tuszami alkoholowymi...
w fiolce oczywiście...KAWA:)

 tag poleciał do Tores. ..
a jej cudeńko, które dostałam możecie zobaczyć TUTAJ :)
jak widać, oprócz kawy punktem wspólnym naszych tagów są miniaturowe łyżeczki:)

buziaki:)*

poniedziałek, 11 marca 2013

haiga...



czyli połączenie obrazu ze słowem...w journalu Timboctou...
wybrałam haiku Dama Sono-jo z wyboru i  w tłumaczeniu Czesława Miłosza...
brzmiało tak swojsko...:)
dalszy ciąg herbacianej obsesji...a tło na holtzowych stemplach:)
















buziaki:)

środa, 6 marca 2013

wymiana journalowa


międzynarodowa,
na którą zostałam zaproszona jeszcze w zeszłym roku przez Kasię...polkę z Australii...
razem z  Celeste, Gaye, Audrey i Margaret tworzymy co dwa miesiące
journalowe stronki o wymiarze pocztówek, na tematy zadane przez każdą z nas...
pierwszy temat to natura, z wykorzystaniem kółek, strzałek i taśm papierowych...:)
sześć dziewczyn...sześć takich samych stron...
to chociaż kolory zrobiłam inne, z użyciem różnych mediów:)



glimmer misty i gesso:


distress stainy i gesso:



tusze akrylowe i gesso:



i zbliżenie na faktury:



miłego, słonecznego dnia:)
buziaki:)*

poniedziałek, 4 marca 2013

opuszczone...



to był szalony tydzień...i jeden z ważniejszych w moim życiu:)
po kilku latach niebytu wróciłam za...kierownicę...
a głównym tego motywatorem była...fotografia...
żeby móc się niezależnie poruszać...zwłaszcza o porze budzącej zgrozę wśród domowników:)

a w weekend, jak na zawołanie pogoda za oknem zrobiła się taka, 
że żal byłoby by nie ruszyć za miasto...
nareszcie niebo przypomniało nam, jaki potrafi przybrać cudny błękit...
w sobotę zaliczyłam pobliskie rozlewiska Warty...
a w niedzielę wybrałam się na moją pierwszą, samodzielną wyprawę fotograficzną...
w od dawna wymarzone jakieś miejsce...opuszczone:))
na pierwszy raz padło na niedalekie Czołowo - opuszczoną jednostkę wojskową...
widziałam kilka fotek w necie i wyglądały zachęcająco...

kiedy dojechałam, pomyślałam, że nici z fotografowania:
kilka samochodów, duża grupa ludzi i policja...
okazało się, że to tylko paintballiści i właśnie zakończyli rozgrywki, 
a policja po prostu była ciekawa...
upewniwszy się, że nie łamię prawa ruszyłam do środka,
gdzie niczym i nikim nie ograniczona mogłam dowolną ilość czasu poświęcić na to, co kocham:))

budynki urodą nie grzeszą...środek z resztą też nie...
ale można złapać kilka fajnych kadrów,
jak się zręcznie ominie wszędobylskie graffitti...

mnie oczywiście zafascynowały okna, a właściwie to, co z nich zostało:)


























czyż ta struktura nie jest fascynująca??:


albo ta:




nigdy nie przypuszczałam, że w takim miejscu znajdę takie kolory!:)











słoneczko za szybko zaczęło chylić się ku zachodowi...a ja zaczęłam się czuć nieswojo...
pora była wracać:...a zobaczyłam dopiero jeden budynek z całego zespołu:(
ale w maju, kiedy się zazieleni, widoki z okien będą ciekawsze:)




marzy mi się teraz sesja z modelką w takim miejscu...
ktoś chętny?:)))






buziaki:)